Szybko zbiegłam po schodach, żebym nie miała czasu na odwrócenie się. Na ostatnie spojrzenie na drzwi jego mieszkania, naszego mieszkania. Skoro już udało mi się wyjść, nie mogę tego zaprzepaścić.
Zabawne. Ostatnio myślałam, że nie mogę zniszczyć tego co jest pomiędzy nami. Stwierdziłam, że mamy jakąś magiczną więź, której nic nie jest w stanie zerwać. A teraz to ja ją zerwałam. Może ją tylko naruszyłam. Może jest nadzieja, że nic się nie zepsuło.
Nie Mel. Przestań tak myśleć. To jest koniec. To musi być koniec. On cię niszczy.
To prawda. Cody mnie niszczył z każdej możliwej strony. Moje serce jest w kawałkach. Moja dusza rozpadła się jak piasek poruszony przez wiatr. Ziarenka piasku odleciały w różne strony. Nigdy już pewnie się nie odnajdą. Moja dusza już pewnie też nie będzie taka sama.
Najgorsze jest to, że kawałek mojej duszy i serca pozostał w tym budynku, w jego mieszkaniu. Nic nigdy nie będzie już takie same.
Otworzyłam drzwi na zewnątrz i wciągnęłam zimne powietrze. Zaczęłam iść przed siebie. Byle tylko jak najdalej od tego przeklętego budynku. Jak najdalej od mojej drugiej połówki.
Czułam jak łzy zbierają się w moich oczach. Pociągnęłam nosem i podniosłam głowę. Wytarłam pojedynczą łzę, spływającą po moim zmarzniętym policzku. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę jak zimno jest na dworze.
Zaczęłam iść coraz szybciej. Rozglądałam się w okół. Wszędzie były szczęśliwe pary, rodziny, dzieci.
Po drugiej stronie ulicy zauważyłam chłopaka ze słuchawkami w uszach. Od razu przypomniała mi się moja gra z Codym. Zawsze zgadywaliśmy jaki typ muzyki dany człowiek mógł słuchać. Kiedyś siedząc w parku zauważyliśmy starszą parę siedzącą na ławce na przeciwko nas. Kobieta była wtulona w swojego męża i patrzyła na niego z taką miłością w oczach, jakiej jeszcze nigdy nie widziałam. Zachowywała się tak jakby jej cały świat siedział właśnie pod jej głową. Jakby nic lepszego nie mogło jej się przytrafić. Para miała w uszach słuchawki.
-Jak myślisz czego słuchają?-Cody szturchnął mnie w ramię-Ja myślę, że słuchają Justina Bieber'a bo ta kobieta robi takie maślane oczy, jakby zaraz miał ją przelecieć-odpowiedział za mnie.
-No co ty…Ona tak patrzy na niego, idioto- zaśmiałam się-Niesamowite jest to uczucie pomiędzy nimi, co?-zapytałam.
-Masz rację- pocałował mnie w głowę.-Ale i tak naszego uczucia nikt nie przebije, skarbie.
Uwielbiałam jak tak do mnie mówił. Czułam się wtedy jakbym była najważniejszą rzeczą w jego życiu. Jakby nic innego się nie liczyło.
Szybko wymazałam ten obraz z głowy i przeszłam przez pasy.
Nagle błysk rozjaśnił niebo. Świetnie, jeszcze teraz zacznie padać. Bo co gorszego jeszcze może się zdarzyć. Poczułam na nosie pierwszą kropelkę deszczu, a potem drugą i trzecią. Spojrzałam w niebo. Już nawet nie byłam w stanie zliczyć, ile kropelek deszcze na mnie spadło. Wiem tylko, że wszechświat rozpaczał wraz ze mną.
Nie czułam już zimna, ani tego, że jestem cała mokra. Czułam tylko ból przeszywający moje ciało.
To było najgorsze uczucie jakiego kiedykolwiek doświadczyłam.
Już wolałabym, żeby ktoś mnie bił gołymi rękami ,niż czuć ten ból. To było nie do opisania. Miałam wrażenie, jakby wszystko co dobre ze mnie znikało, a zastępowało je cierpienie. Każda część mojego ciała bolała. Nie mogłam myśleć o niczym innym. To uczucie zajmowało każdą moją myśl.
Dopiero wtedy do mnie dotarło, że to już koniec. Koniec wszystkiego, co dla mnie cokolwiek znaczyło.
Rzuciłam walizkę na ziemię i na niej usiadłam.
Zazwyczaj wszyscy mówią, że koniec czegoś jest dla nas nowym początkiem. Że będzie lepiej. Tylko, dlaczego miałam wrażenie, że ten koniec, jest dla mnie końcem wszystkiego, że nic się nie zaczyna. Mam wrażenie, że właśnie teraz wszystko się kończy. Bezpowrotnie odleciało i nigdy nie powróci.
Teraz już chyba nawet nie ma co zbierać. Jestem pyłem. Wrakiem człowieka. Nie da się mnie już naprawić. To mnie zniszczyło. On mnie zniszczył. Nigdy mu tego nie wybaczę.
poniedziałek, 29 czerwca 2015
niedziela, 28 czerwca 2015
Prologue
-Skarbie, tak strasznie cię przepraszam.
Tak bardzo chciałam się odwrócić i powiedzieć mu, że nic się nie stało. Tak jak to robiłam za każdym razem. Już tak dłużej nie mogłam. To sprawiało mi za duży ból. Tylko czy zakończenie nie sprawi mi jeszcze większego? To już mnie nie obchodzi. Ja już tak dłużej nie mogę. Po prostu z tym skończę. Tak dam sobie radę.
-Nie tym razem. Nie przepraszaj mnie po raz tysięczny. Te słowa wypowiedziane z twoich ust już chyba nic nie znaczą. Może nigdy nie znaczyły, tylko byłam zbyt głupia, żeby to zauważyć.-szybko wytarłam łzę spływającą po moim policzku. On nie może jej zobaczyć. Nikt nie może. Nikt nie może się dowiedzieć, że tak naprawdę jestem krucha. Tylko, że on to już chyba wie.
-Tym razem jest inaczej. Proszę, spójrz na mnie.
Boże, jego głos. Ile ja bym dała, żeby był okropny, żebym nie czuła tego uczucia w brzuchu, od razu kiedy otworzy usta. Ile ja bym dała, żeby on cały był obrzydliwy. Może wtedy by tak na mnie nie działał. Może wtedy byłoby łatwiej.
Słyszę jego kroki.
Wdech, Wydech Mel.
Pamiętaj, żeby oddychać.
Jego kroki są coraz bliżej. Są tak powolne, że niemal myślę, że pomiędzy nami są kilometry. Czuję jego oddech na swojej szyi. Jego klatka piersiowa dotyka moich pleców. Stoję jak wryta, nie mogę się ruszyć. Czemu on tak na mnie działa. Nie ważne co zrobi, moje ciało i tak na niego reaguje.
Odwrócił mnie do siebie przodem i podniósł mój podbródek, abym na niego spojrzała. Jednak usilnie patrzyłam na szafkę stojącą za nim. Podniósł rękę i założył moje włosy za ucho. Ten gest sprawił, że w końcu moje spojrzenie trafiło na jego.
W jego oczach było tyle bólu, ale na pewno nie tak dużo jak w moim sercu.
-Proszę. To był ostatni raz.- mówi tak za każdym razem-Już więcej tego nie zrobię.
-Nie rozumiesz? Ja już nie potrafię cie wierzyć. Zniszczyłeś mnie. Każdą małą cząsteczkę, która tak usilnie broniła się przed tobą. Każdy centymetr mojego ciała.
-Mel, proszę.
Szybko zamknęłam oczy, aby żadna łza się z pod nich nie wydostała. Objął moją twarz dłońmi.
Cofnęłam się o krok. Chcę być jak najdalej od niego. Jeszcze mu wybaczę. Nie mogę. Nie tym razem. Ja już po prostu nie daję rady. Każdy kawałek mojego ciała go kocha. Moje całe serce jest zajęte przez niego, ale ta miłość jest destrukcyjna.
Szybko odsunęłam się dalej i ruszyłam w stronę schodów. Kątem oka zobaczyłam, że Cody nie ruszył się nawet z miejsca, gdzie przed chwilą staliśmy. Patrzył przed siebie jakbym tam nadal stała.
Wbiegłam po schodach, aby nie mieć więcej czasu na patrzenie na niego. Szybko wyciągnęłam z szafy walizkę i wrzuciłam do niej najpotrzebniejsze rzeczy.
Muszę stąd wyjść. Jak najszybciej. Inaczej jeszcze zmienię zdanie. Biorę walizkę do ręki i schodzę po schodach.
Cody siedzi na kanapie i patrzy w nieistniejącą przestrzeń. Jednak kiedy słyszy moje kroki od razu się odwraca i wstaje. Patrzy raz na moją walizkę, raz na mnie. Jego spojrzenie. Jego oczy są jak ocean cierpienia. Ocean, w którym kiedyś bez problemu mogłam się utopić. Teraz na to nie mogę pozwolić. Szybko kieruję się do drzwi. Nie podnosząc głowy otwieram je i wychodzę. W ostatnim momencie odwracam się i patrzę na niego. To właśnie wtedy z moich oczu wydobyła się łza rozpaczy, a potem następna. Szybko zamykam drzwi, żeby nie mógł zobaczyć, jak przez niego rozpadam się na małe kawałki. Jednak mam wrażenie, że ten najważniejszy kawałek został właśnie za tymi drzwiami, które właśnie zamknęłam.
Tak bardzo chciałam się odwrócić i powiedzieć mu, że nic się nie stało. Tak jak to robiłam za każdym razem. Już tak dłużej nie mogłam. To sprawiało mi za duży ból. Tylko czy zakończenie nie sprawi mi jeszcze większego? To już mnie nie obchodzi. Ja już tak dłużej nie mogę. Po prostu z tym skończę. Tak dam sobie radę.
-Nie tym razem. Nie przepraszaj mnie po raz tysięczny. Te słowa wypowiedziane z twoich ust już chyba nic nie znaczą. Może nigdy nie znaczyły, tylko byłam zbyt głupia, żeby to zauważyć.-szybko wytarłam łzę spływającą po moim policzku. On nie może jej zobaczyć. Nikt nie może. Nikt nie może się dowiedzieć, że tak naprawdę jestem krucha. Tylko, że on to już chyba wie.
-Tym razem jest inaczej. Proszę, spójrz na mnie.
Boże, jego głos. Ile ja bym dała, żeby był okropny, żebym nie czuła tego uczucia w brzuchu, od razu kiedy otworzy usta. Ile ja bym dała, żeby on cały był obrzydliwy. Może wtedy by tak na mnie nie działał. Może wtedy byłoby łatwiej.
Słyszę jego kroki.
Wdech, Wydech Mel.
Pamiętaj, żeby oddychać.
Jego kroki są coraz bliżej. Są tak powolne, że niemal myślę, że pomiędzy nami są kilometry. Czuję jego oddech na swojej szyi. Jego klatka piersiowa dotyka moich pleców. Stoję jak wryta, nie mogę się ruszyć. Czemu on tak na mnie działa. Nie ważne co zrobi, moje ciało i tak na niego reaguje.
Odwrócił mnie do siebie przodem i podniósł mój podbródek, abym na niego spojrzała. Jednak usilnie patrzyłam na szafkę stojącą za nim. Podniósł rękę i założył moje włosy za ucho. Ten gest sprawił, że w końcu moje spojrzenie trafiło na jego.
W jego oczach było tyle bólu, ale na pewno nie tak dużo jak w moim sercu.
-Proszę. To był ostatni raz.- mówi tak za każdym razem-Już więcej tego nie zrobię.
-Nie rozumiesz? Ja już nie potrafię cie wierzyć. Zniszczyłeś mnie. Każdą małą cząsteczkę, która tak usilnie broniła się przed tobą. Każdy centymetr mojego ciała.
-Mel, proszę.
Szybko zamknęłam oczy, aby żadna łza się z pod nich nie wydostała. Objął moją twarz dłońmi.
Cofnęłam się o krok. Chcę być jak najdalej od niego. Jeszcze mu wybaczę. Nie mogę. Nie tym razem. Ja już po prostu nie daję rady. Każdy kawałek mojego ciała go kocha. Moje całe serce jest zajęte przez niego, ale ta miłość jest destrukcyjna.
Szybko odsunęłam się dalej i ruszyłam w stronę schodów. Kątem oka zobaczyłam, że Cody nie ruszył się nawet z miejsca, gdzie przed chwilą staliśmy. Patrzył przed siebie jakbym tam nadal stała.
Wbiegłam po schodach, aby nie mieć więcej czasu na patrzenie na niego. Szybko wyciągnęłam z szafy walizkę i wrzuciłam do niej najpotrzebniejsze rzeczy.
Muszę stąd wyjść. Jak najszybciej. Inaczej jeszcze zmienię zdanie. Biorę walizkę do ręki i schodzę po schodach.
Cody siedzi na kanapie i patrzy w nieistniejącą przestrzeń. Jednak kiedy słyszy moje kroki od razu się odwraca i wstaje. Patrzy raz na moją walizkę, raz na mnie. Jego spojrzenie. Jego oczy są jak ocean cierpienia. Ocean, w którym kiedyś bez problemu mogłam się utopić. Teraz na to nie mogę pozwolić. Szybko kieruję się do drzwi. Nie podnosząc głowy otwieram je i wychodzę. W ostatnim momencie odwracam się i patrzę na niego. To właśnie wtedy z moich oczu wydobyła się łza rozpaczy, a potem następna. Szybko zamykam drzwi, żeby nie mógł zobaczyć, jak przez niego rozpadam się na małe kawałki. Jednak mam wrażenie, że ten najważniejszy kawałek został właśnie za tymi drzwiami, które właśnie zamknęłam.
Początki
Hej!
Zacznijmy od tego, że na tym blogu, nie będzie żadnych znanych osób. Będzie to historia zwykłej dwójki ludzi, którzy nic nie znaczyli dla całego świata, ale dla siebie znaczyli wszystko.
Nie będzie zdjęć bohaterów. Ich wyobrażenie pozostawię wam.
Mam nadzieję, że się wam spodoba.
I'm back.
Zacznijmy od tego, że na tym blogu, nie będzie żadnych znanych osób. Będzie to historia zwykłej dwójki ludzi, którzy nic nie znaczyli dla całego świata, ale dla siebie znaczyli wszystko.
Nie będzie zdjęć bohaterów. Ich wyobrażenie pozostawię wam.
Mam nadzieję, że się wam spodoba.
I'm back.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)